Pierwsze dni na obcej ziemi

Hejka wszystkim, pierwszego dnia mieliśmy tyle przygód, ze nie wiem od czego zacząć. Może od początku, bo akurat znalazłam wifi w przydrożnej knajpce.
Lot przebiegł bez większych problemów, lekkie turbulencje były, ale wszystko pod kontrolą. Tylko modliłam się by moja walizka była w jednym kawałku.  Kobieta - Alessandra, która odebrała nas z lotniska całkiem sympatyczna, dogadywałyśmy sie trochę po angielsku, trochę po włosku. Gdyby w Polsce nie byłoby ostatnio burz, może przestawiłybyśmy się szybciej na pogodę, ale przywitało nas 35 stopni w cieniu.



 Zmęczone, wsiadłysmy do nagrzanego auta i z pod lotniska pojechałyśmy do z góry założonego hotelu by odpocząć, przebrać się i rozeznać w terenie, po kilkunastu minutach wjeżdżamy w wąską uliczkę, taką typową, włoską dróżkę. Zatrzymujemy sie, a ona pokazuje nam od razu drzwi do naszego 'apartamentu'. Nie jest to hotel, ale całkiem przyzwoite mieszkanko. (Zdjęcia pozniej) no to przebrałyśmy sie w krótkie spodenki i japonki,a ona wchodzi i informuje nas ze idziemy do fancy restauracji i w krótkich spodenkach nie można i musimy suię znów przebrać. 
Alessandra powiedziała, ze jeszcze z nami obok w pokoju są dwie mołdawki i jeden chłopak i czekamy na trzy osoby z Łotwy i na trzy osoby z naszych pięknych polskich mazur.  Alessandra pokazała nam najpierw biuro agencji, dała mapkę Bergamo i oprowadziła po najważniejszych punktach - oznaczajac, ze w galanterii są niesamowicie dobre i duże lody jak na 2€ tylko zamiast cynamonu dostałam mięte, bo nie mogłam się dogadać ze sprzedawczynią co do smaków. Poszliśmy pod tą fancy restauracje, czekamy na te osoby z Mołdawi, az w koncu przyszli i weszlismy do środka. Styl naprawdę bym powiedziała ICH - TUTEJSZY. Wszystko w kamieniu. Dogadywalismy sie z nimi na rózne sposoby bo Ina zna ledwo angielski, trochę wloski, a nawet i kilka slow polskiego. Gabriela zna więcej wloskiego, angielski tylko na tyle by nam cos wytlumaczyc z wloskiego, jest troche rosyjskiego, mołdawskiego, no po prostu mix kulturowy.

Po obiedzie poszliśmy na miasto oprócz Denisa, bo z Mołdawi jechali tutaj do Bergamo 30 godzin autokarem! Nie to co my 1,5 godziny samolotem... Trafiliśmy na pokaz mody młodych projektantów.  Zajadając lody oglądaliśmy jak młode dziewczyny chodzą po wybiegu i prezentują ubrania ciążowe i dla swoich maluchów.  Wracając z powrotem do naszego apartamentu, który przypominam znajdował sie w ciemnej, wąskiej uliczce trzymałysmy sie razem w razie jakiegokolwiek zagrozenia. Wiecie trzy Polki w Bergamo to jak biały człowiek w zakątku Afryki, wszystkie oczy na nas i nie ważne jest to czy wloch jedzie autem, rowerem, skuterem. Z zona, dziewczyna, siostra - oczy są kierowane na nas, polki, ktore odznaczaja sie wzrostem, kolorem skory i wlosow.

Siedząc w naszym apartamencie usłyszałysmy dzwonek do drzwi i pukanie - cisza, całe w panice otwieramy, bo myślałyśmy że to Ina i Gabriela bo nasze pokoje dzieliły drzwi, przez które mogły wychodzić, bo bliżej do restauracji i ogolnie miasta. Otwieram drzwi, dziewczyny za mną - a tam jakiś facet - Wloch już chcial wchodzić nam do pokoju, i pytam sie:
- do you speak english?
- yes - odpowiada.
- so what you want?
- (milion zdań po włosku)
Wiec zawołalysmy Gabrielę (jednak były w pokoju obok) bo nie moglysmy sie z nim dogadac. Ona tłumaczy nam, że to nie jest hotel i gdzie my mamy zakwaterowanie itd. W końcu zamknęłyśmy sie na klucz i nikomu nie otwieralysmy. Ale była jeszcze jedna sprawa, bo chcialysmy wyjsc jeszcze na miasto, a tu ciemno, cicho jak makiem zasiał, a więc postanowione: idziemy! Wszystkie pod pachę i wyszłysmy, okazalo sie,z ze w naszym apartamencie wlączaja wifi i wyłączają i jest tylko od 9-21, więc szukalysmy na rynku w jakiejs knajpce znaku free wifi - znalazłyśmy fajnie urządzoną knajpkę na styl vinted, kupiłyśmy piwo pszeniczne za 3€ do tego dostałyśmy chipsy i tak rozkoszowałyśmy się smakiem i widokami, które fundują nam Wlochy. Nadszedl czas by wrócić i zakończyć nasz dzień długim snem - a przynajmniej takie miałyśmy plany, wychodząc zapomniałyśmy zamknąć okna w łazience, więc szłyśmy i nakręcałyśmy sie nawzajem '' nooo, a co będzie jak otworzymy drzwi a on nas zaatakuje, zabije nas, okradnie itd''. Otwierając drzwi wbiegłyśmy na raz! Nikogo na szczęście nie zastałyśmy, ale zaraz - jeszcze jest łazienka. Podchodzę do tych zamkniętych drzwi i slysze ze woda w kranie leci, więc wyobrazcie sobie jak musial wygladac nasz wyraz twarzy w tamtym momencie. Z Patrycja wzielysmy noze i na trzy otworzyłam drzwi - widok dociśniętej spłuczki sprawił, ze śmiałyśmy sie pół nocy. Rozmawiałyśmy do 3 nad ranem jakoś, o 6 dopiero zasnęłam, a już o 9 obudziło nas słońce. Kolejny dzień trzeba zacząć z impetem, szczególnie, ze był to ostatni dzień wolny...

































W następnym poście zabiorę Was na wycieczkę po najpiękniejszym miejscu w Bergamo!
See you soon! 
xoxo

1 komentarz:

  1. ha no to fajne macie przeżycia :D
    zazdroszczę bycia we Włoszech *___*

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Sandi in the USA , Blogger