CITY TOUR | MECZET | HURGHADA NOCĄ

Zacznijmy od tego, że jestem na maksa wkurzona, nie mam pojęcia co stało się z poprzednim postem, dodałam, miał się opublikować, a zniknął na dobre. Mam nadzieje, że nie będzie więcej problemów z blogspotem, bo pojawiają się coraz częściej i coraz bardziej zaczynają mnie irytować. Jak zdjęcie się nie chcą dodawać, to znów problemy ze znikającymi postami.. 



Meczet to niesamowita potęga. Z tego co zauważyłam wiele osób twierdzi, że islam jest religią, która ma pogłębiać gniew i nienawiść wśród innych kultur oraz kobiety traktuje się jak niewolnice. Nic bardziej mylnego  i chociaż to moje zdanie nie życzę sobie chamstwa w komentarzach. Uwierzycie mi na słowo, albo i nie. Dziwi mnie tylko fakt, że tak wiele osób wyrabia sobie zdanie na podstawie opowiadań innych, a nie na swoich doświadczeniach. Poza tym nie można być jednostronnym, wszystko ma swoje wady i zalety. Jeżeli chcecie to chętnie podyskutuje na facebooku :)













HURGHADA nocą dopiero ożywa. Wszyscy wychodzą z domów, miasto tętni życiem. Restauracje są oblegane, taksówki jeżdżą jak szalone, wszędzie hałas i gwar, że aż głowa boli, ale to miejsce jest klimatyczne, że nawet ten ból głowy to pestka. Niestety żałuję, że nie zrobiłam wyraźniejszych zdjęć, bo wszystko było robione na szybko, ale ma nadzieję, że przynajmniej coś tam będzie widać. 







 Mały meczet! 
















Tylko 40? Tak się może wydawać, przejście przez ulicę jest praktycznie niemożliwe. Jeżdzą jak chcą, pasów żadnych nie ma, a co dopiero znaków, to jest jedyny w całym mieście, nie żartuję! :D 









W tej knajpce puścili nam polską muzykę, nie obyło się bez " jesteś szalona", aż po Brzozowskiego "tak blisko", wszyscy tańczyli, śpiewali, zrobiliśmy show i bawiliśmy się świetnie! Grałam na jakimś dziwnym instrumencie nawet, jakbym Wam tu zaczęła wszystko opowiadać to by nie starczyło miejsca. Wszystko jest w mojej głowie! 
Tylko pozazdrościć tak wspaniałego towarzystwa jakie miałam, tęęęęsknie okropnie <3  
Ale już niedługo się znów spotkamy i nie mogę się doczekać! 


xoxo, Sandra.


♥ Praca w Egipcie | koniec matur | nowa fryzura ♥

W ostatnim czasie w moim życiu jest jakiś huragan, pełno stresu, matury i problemy prywatne, więc wybaczcie, że nie mam czasu napisać czegoś dłuższego. Dzisiaj będzie szybko, zwięźle i na temat.

Matura za mną. Wiem, że matmy raczej nie zaliczyłam na 30% więc szykuje się na poprawkę, tylko właśnie nie wiem czy uda mi się podejść w sierpniu, a dlaczego to później się dowiecie. Pisemny polski, pisemny angielski i rozszerzenie z angielskiego i z geografii poszło sprawnie i mam przeczucie, że wszystko jest okej. Tylko dla mnie głupotą czystą jest robienie rano podstawy, a po południu rozszerzenia, o 14 każdy zasypiał słuchając listeningu, w tym ja. Później przespałam cały wieczór i noc. Jeżeli chodzi o ustny polski to też zdany, nie będę pisać ile punktów z tego otrzymałam, bo nie ma się czym chwalić hahah Za to angielski ustny bardzo ładnie 83% - 25/30 pkt, więc nie jest źle, trafiłam łatwy zestaw zadań. 

Ostatnimi czasy ciągle jestem śpiąca, nawet chodzę spać w przyzwoitych godzinach, więc nie mam pojęcia o co chodzi. Mam też dziwne smaki na różne herbaty i nie tylko, teraz mam ochotę na rumianek, a za hibiskusa prosto z Egiptu mogłabym zabić! Już nie mogę się doczekać aż znów tam pojadę... no właśnie!

Tak się zakochałam w Egipcie, że gdy tylko stamtąd wróciłam już pragnęłam pakować się spowrotem. Mój znajomy, którego tam poznałam dał mi numer do szefa, który zajmuje się animacją czasu wolnego w hotelach. Niesamowite jest to ile nieznajomych może Ci pomóc. DOSTAŁAM SIĘ! 
Nie wiem, czy wrócę w sierpniu na poprawkę z matmy, NIE WIEM co będzie się działo z moją przyszłością. Wylot mam 2.06 a tyyyle jeszcze do kupienia mi zostało. 

Teraz podejmuje takie spontaniczne decyzje w moim życiu, że sobie nie wyobrażacie, podobno takie są najlepsze, więc yolo. Żyje się tylko raz, a ja zamierzam spróbować bardzo dużo nowych rzeczy. Stany zaczekają kilka miesięcy. Do usłyszenia! będę informowała o nowych sprawach na bieżąco. 








xoxo, S.

PS. dodałabym kilka dni wcześniej ten post, ale blogspot odmawiał dodania zdjęć, coś z serwerem chyba było nie tak, no ale ciesze się, że już wszystko wróciło do normy. 

PUSTYNIA | FATAMORGANA | meet my new friend!

Wóz na pustynię miałyśmy podstawiony o 11:30, żeby nie zabrakło nam przygód - moja mama myślała, że przyjeżdża po nas taxi, jak się okazało później, miał to być specjalny bus, więc po przejechaniu kilometra musiałam tłumaczyć idiocie, który nas wziął, i który Safari potwierdził, żeby odwiózł nas pod Hotel. Świetnie się zaczyna, co?

Chwila spóźnienia - cała ja.


Na samym początku jeździłyśmy wiele km na quadach, później w autach typu spider... Niesamowite przeżycie jechać samodzielnie przez pustynie! Na moje szczęście w autku jechaliśmy z małżeństwem muzłumańskim, a oni nie chcieli kierować, więc ja jechałam trzy kolejki!







Później czekała nas półtora godzinna jazda wgłąb pustyni. Przy muzyce prosto z ich świata, tańczyliśmy, machaliśmy rękami i bawiliśmy się świetnie. Widziałam fatamorgane, która była naprawdę realistyczna! Pomiędzy lądem, a górami powstała poświata wody, niesamowite co gorąc i złudzenie może zrobić za cuda!









Aż w końcu po tak długiej podróży - trafiliśmy do wioski beduińskiej, bez zasięgu, bez prądu, z małą ilością wody i z doświadczonym guidem, który oprowadzał nas po ich terytorium. Policja tez się znalazła, więc było bezpiecznie. 




Zapaliliśmy fajke wodną, dostaliśmy prowiant i herbatkę zrobioną ich recepturą. Smaki niesamowite ( przepraszam, że w tym poście będzie dominował epitet"niesamowicie", ale wszystko jest tam NIESAMOWITE  i takie inne od naszych upodobań )




Chwila odpoczynku i jazda na wielbłądach! Co prawda trwała tylko chwilę, ale wrażenia jakie dostarczają są na całe życie. Ja swojego nazwałam ASHA, bo była taka krejzi, że na pewno to była babka haha. Gdy tylko chciałam na nią wejść to już próbowała wstać, więc beduin mi ją podtrzymał. Tylko zapomniał powiedzieć, że od razu jak ją puści to wstanie i byłam nieprzygotowana. Wyrwałam do przodu jak z procy, później do tyłu i stałyśmy w końcu na rozgrzanym jak ogień piasku. Udało się!




Selfie musiało być! Ale beduin miał nie małą zagwostkę jak w ogóle użyć telefonu, więc było trochę śmiechu.





Na górnym zdjęciu możecie zauważyć, że dziewczyna robi chleb. Składniki od wielbłądów, resztki dla wielbłądów, więc nic się nie marnuje. Miałam okazję takiego chlebka spróbować i muszę przyznać jak na takie warunki to smakuje jak nasz prosto z pieca. 



BABY WIELBŁĄD.








Później wróciliśmy do punktu, gdzie dostaliśmy dobry obiad, były występy np. taniec brzucha oraz derwisz, tak nawiasem Ci faceci robią to NIEZIEMSKO! Nie mam zdjęć, bo zapomniałyśmy aparatu cyfrowego, lustrzanki dobrze, że nie wzięłam, a telefon mi po prostu padł! Zobaczcie sobie na youtube, bo słowami tego opisać nie mogę.
Wraz z zachodem słońca skończyliśmy wycieczkę i zostaliśmy odstawieni do hotelu całe i zdrowe.

I tym pozytywnym selfie kończę ten post. Jest wiele sytuacji, które chcę zatrzymać tylko dla siebie, więc może zdjęcia trochę nadrobią tekstem. Ten wyjazd naprawdę był wyjątkowy. I tęsknię jak głupia.
Naprawdę oszalałam.
- Sandra
Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Where I've been


visited 5 states (2.22%)
Create your own map of The World