OOTD : PARTY!

OOTD : PARTY!


dzień dobry, to będzie szybki post, bo idę do koleżanki na osiemnastkę :) ale postanowiłam zrobić kilka zdjęć, by pokazać wam mój strój dnia :)
dzisiaj rano po przemeblowaniu pokoju ( bo przecież ja nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż tydzień ) pomyślałam sobie co ja tutaj w ogóle robię i co chcę robić w przeszłości, po pierwsze będę regularnie odwiedzać siłownię to jest cel numer 1, po drugie chciałabym otworzyć kanał na youtube i pokazywać wam lifestylowe życie na pełnym chilloucie z podróży, tagi, ootd, houle i wiele różnych innych filmików, bo chcę wam sprawiać przyjemność, chciałabym wiedzieć, że dzięki mojemu filmikowi na waszych twarzach zagości uśmiech, oczywiście się boję, bo co powiedzą inni? będą pokazywać na mnie palcem? będą się śmiać i wypominać? właśnie myślę nad tym wszystkim, muszę przeanalizować wszystkie plusy i minusy, ciężka decyzja.. 













memories never die - part II

memories never die - part II

Pewnego pięknego wieczoru, gdy razem z dziewczynami i Danielem sączyliśmy piwko z sokiem, po pełnym dniu pracy, w naszym kochanym (ciasnym ale własnym) pokoju na pierwszym piętrze, wpadliśmy na szalony pomysł pójścia na molo. Usiąść, zobaczyć czy woda jest faktycznie taka ciepła w rzeczywistości jak nam mówiono i uwierzcie czy nie, o trzeciej w nocy woda może miała z 15 stopni i to spory kawałek od brzegu.. 

Są takie chwile w których niczym się nie przejmujesz, my będąc na molo śmialiśmy się z byle czego do rozpuku, chociaż z tego powodu, że my byliśmy pracownikami portu przysługiwały nam inne zasady itp itd, no ale błagam was, kto by się tym przejmował? byliśmy my i nikt poza tym, byliśmy jednością powiedziałabym nawet że taką małą sztuczną ale prawdziwą rodziną jeśli wiecie o co mi chodzi.. z tamtym dniem kojarzą mi się same piękne wspomnienia więc może niech na tą chwilę to zostanie na dłużej.. 

Zostawiam Was ze zdjęciami z tamtego pięknego, ciepłego wieczoru.. 




















memories never die - part I

memories never die - part I

trzy tygodnie w najpiękniejszym miejscu na ziemi, byłam w niebie a teraz znów spadłam z prędkością światła w dół. poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy zostawili mały ślad w moim sercu, z wielkim bólem opuszczałam to miejsce.. serce mi się kraja na samą myśl, na wszystkie wspomnienia,  splecione dłonie, tysiące niewypowiedzianych słów, przytulanie przez całą noc, zasypianie w cudownych ramionach, budzenie się ze świadomością że nie jestem sama, to uczucie, które towarzyszy Ci przez cały czas jak wychodzisz z pokoju i idziesz promenadą, wiatr we włosach towarzyszy Ci na każdym kroku, a Ty patrzysz w widnokrąg i widzisz wspaniałe miejsce, nie czujesz presjii, którą wywiera na Ciebie rodzina, jesteś wolna jak ptak, jak cudowne mewy, które latały nad statkami, nie musiałam się wtedy przejmować niczym, liczyło się tylko to co się działo w danym momencie, żyłam chwilą. 

nie umiem uporządkować miliona emocji, które towarzyszą mi od chwili kiedy weszłam do powrotnego pociągu, który zabrał mnie z impetem z raju...  

- Pierwszy dzień, w którym chłonęłyśmy każdą chwilę na promenadzie, pierwsze przejście po okolicy, pierwsze razy,  gdy byłyśmy dla siebie bliższe niż kiedykolwiek.... 



















I came back!

I came back!

WRÓCIŁAM! z trzy tygodniowej podróży do całkiem innego świata,
 mam mnóstwo zdjęć, którymi chciałabym się z wami podzielić,
 to było cudowne doświadczenie, poznanie tylu wspaniałych ludzi z całej Polski, 
praca, która czasem dołowała dawała również niezłego kopniaka w tyłek, 
przeszłam tam wielką lekcje życia, której nie zapomnę..