MAKE-UP / SKIN CARE

MAKE-UP / SKIN CARE

Cześć! Od dawna myślałam o napisaniu takiego posta, więc przygotowałam go dla Was specjalnie. Dzisiaj będzie trochę o makijażu, pokażę czego używam ale nie tylko. Często pytacie jaki balsam mam na ustach, jaką szminkę, jaki podkład jest moim ulubionym itd pytań jest mnóstwo więc w tym poście postaram się wszystko wyjaśnić, a jak nie wszystko to przynajmniej część. Możecie dalej zadawać pytania w komentarzach, na wszystkie oczywiście odpowiem i możecie napisać o czymś o czym ja zapomniałam ( i koniecznie piszcie czego Wy używacie, może coś się dla mnie znajdzie :) Oraz wszystko co pokazuje jest tylko małą częścią mojej 'kolekcji ' Zaczynajmy :)

MASCARY

Jeżeli chodzi o mascary to często je zmieniam, Jeszcze nie znalazłam dla siebie idealnej, chociaż taka zielona z Rimmela mogłaby się nadawać, lubię te, które mają grube szczotki i każda rzęsa jest pięknie podkreślona, a nie sklejona jak trawa po deszczu :)

EYE - LINER



Z czystym sumieniem mogę go polecić każdej osobie, która lubi podkreślać swoje oczy czarnym eye-linerem, trzyma się cały dzień, bez rozmazywania, nie odbija się na powiece i jest w pisaku, co moim zdaniem jest wielką zaletą.




Jest napisane white eyeliner, jednak ja używam tej KREDKI do podkreślenia linii wodnej oraz w wewnętrznych kącikach oczu, kredka jak kredka :) 

KREDKA DO BRWI 

  
Kredka fajna do lekkiego podkreślenia koloru brwi, plusem jest to, że jest z grzebykiem  :)

PODKŁAD


Może zacznę od Rimmel'a. Jest to kolor porcelanowy, więc dla mnie za jasny, trzeci z kolei podkład z Garnier'a jest za ciemny, po zmieszaniu tych dwóch podkładów, powstaje dla mnie idealny, matowy w perfekcyjnie dobranym kolorze, no cóż, trzeba kombinować :)
Środkowy z Garniera jest idealny na lato, nic więcej chyba dopisywać nie muszę :)

POMADKI/SZMINKI


Powiem tylko tyle, że utrzymują się na ustach kilka godzin, tylko gdy nie otwieramy buzi :)


Intensywny koralowy kolor, jeżeli chcesz się lekko rzucać w oczy to polecam :)


1 BABY LIPS - kolor -PINK PUNCH - jeżeli jesteś fanką różowego koloru na ustach, na pewno Ci się efekt końcowy spodoba :)
2 BABY LIPS - kolor - CHERRY ME - kolor lekko czerwony, prześwietnie nawilża usta
3 NIVEA - watermelon - tu również nie mam nic do zarzucenia, jeżeli chodzi o nawilżenie.
4 NIVEA - strawberry - chyba nigdy w moim życiu się nie zdarzyło, żebym zużyła całą pomadkę, a tu proszę, pierwsza!


tender care coconut od oriflame jest po prostu świetny. I nadaje się nie tylko na usta lecz regeneruje suchą skórę na łokciach lub na poszczególnych miejscach, które są przesuszone. 


UWIELBIAM POMADKI Z ESSENCE, cudowny kolor, utrzymuje się pół dnia nawet jeżeli coś pijemy, totalnie bym się zakochała gdyby kolor okazał się matowy, lecz jest lekko świecący, nic straconego, polecam każdemu kto lubi fioletowe odcienie : ) 




Zakończę ten post produktami do demakijażu, tutaj również eksperymentuję, chociaż w małym kawałku  ten płyn z Garniera dwu fazowy skradł mi serce. Nie szczypią mnie po nim oczy, zmywa nawet tusz wodoodporny jednym ruchem. POLECAM!
A płyn z EVELINE jest po prostu okej, tyle. 


PS. Wybaczcie za jakiekolwiek rozmazane zdjęcia, tak jak pisałam wcześniej spieszyłam się, wiem, że to nieprofesjonalne, ale ciągle się wszystkiego uczę :) 
Wybrałam Grecję | lecę na Kretę!

Wybrałam Grecję | lecę na Kretę!

Tak! Musiałam się wykrzyczeć w tytule!!! Miało być tyle postów, bo miałam ferie, a okazało się, że w ogóle nic ciekawego się nie działo. Mimo, że  w ciągu tych dwóch tygodni mało wychodziłam z domu, to muszę Wam powiedzieć, że jest progress! Zapisałam się na siłownię i co dwa dni pocę się jak świnka, co do diety to jeszcze mam kilka zastrzeżeń, nie jest idealnie i jeszcze nie jest fit. Moim zdaniem moja 'mentalność' i 'lenistwo' zależy od pory roku, od pogody, od tego na co muszę patrzeć codziennie. Teraz, gdy wyglądam na zewnątrz to jest szaro, smutno, pada śnieg, trzeba zakładać cieplejsze buty, kurtki, a w lato? Wszystko wydaje się lekkie, zero niepotrzebnych ubrań na sobie, o kurtce można zapomnieć, no i owoce są świeże, a ja te sezonowe w lato uwielbiam (arbuzy, truskawki, czereśnie, wiśnie, nektarynki). Wszystko wtedy żyje, a nie tak jak teraz ludzie wloką nogi po ziemi i nie wiedzą, gdzie mają się podziać. Chyba większość ludzi myśli podobnie. Nienawidzę wiele rzeczy, ale zima chyba figuruje na mojej liście z numerem 1. 

Następną sprawą, z którą chciałam się podzielić jest fakt, ze zostałam zakwalifikowana na te praktyki trzy i pół miesięczne w Grecji.
MIEJSCE: Kreta
MIASTO: Rethymno


Czytałam opinię w internecie na temat tego wyjazdu, na temat biura podróży, o zakwaterowaniu, o miejscu, kontaktowałam się z koleżanką, która może mi wyjaśnić wiele kwestii, ponieważ sama odbyła tam praktyki parę lat temu. A więc z tego co wyczytałam wynika, że jeżeli trafią mi się dobrzy ludzie, wyrozumiały szef i w swoim pokoju, czy łazience nie będę musiała gazetą zabijać karaluchów, które zapewne będą wielkości mojej dłoni to będzie naprawdę okej. O grzybie nie wspomnę, bo i takie opinię czytałam, jednakże to zależy od miejsca. Nie szukałam stricte w moich rejonach, tylko ogólnie biorąc pod lupę całą Grecję i biuro, z którym potencjalnie miałabym pojechać.  Poważnie się nad tym zastanawiam, bo pani B. z biura była bardzo miła, ale wydaje mi się, ze robi dobrą minę do złej gry. Opinie, które słyszałam od koleżanki na temat tej kobity przechodzą same siebie, nic więcej dodawać nie trzeba. Mam nadzieję, że jednak będzie można na niej polegać w razie problemów i nie będzie stała murem za menadżerem. Chociaż może zbyt pozytywnie na to patrzę? Nie wiem.  

Nie będę się długo rozpisywała o problemach, przez które mam poważne problemy ze spaniem (muszę zacząć pić jakieś ziółka, bo gdy jestem nie wyspana, nie czuje się najlepiej, tak jak na przykład dziś, bo spałam około trzy godziny i myślę, że za chwilę padnę na zawał). Wydaje mi się, że przez ten cały stres zaczęły mi wypadać włosy, i teraz nie żartuję. Kiedyś miałam takie grube, gęste, a teraz mam takie nitki, że szkoda gadać. Może to też kwestia farbowania? Chociaż i tak farbuje się raz na kilka dobrych miesięcy. Myślę nad zmianą koloru na brązowy(przybliżony do naturalnego), a później jasne końcówki, nie to, że czerwony mi się znudził, ale tylko i wyłącznie chcę zadbać o stan moich włosów, a graniczy to z cudem, bo są jak siano i nie wiem co z tym zrobić. 

A no i jeszcze jedna sprawa, jeżeli jesteś moim czytelnikiem to zapraszam do dołączenia tej strony do konta google :) nowości z pierwszej ręki, powiadomienia itd. Wszystko macie po prawej stronie bloga.

Piosenki, których słucham od tygodnia na okrągło:  





To na tyle, dziękuję, że ktoś mnie w ogóle czyta :)
Buziaki, pozdrawiam gorąco!
Sandra.

PS. Piszę tego posta w szkolę i jestem tak zmęczona samym byciem tutaj, że z trudem udaje mi się pisać wszystko z polskimi znakami. (Piszę na telefonie). Tak to jest jak się wraca po dwóch tygodniach nic nie robienia i po dziewięciu nie przespanych nocach. Nie mam ochoty nawet patrzeć na kogokolwiek, a co dopiero skupiać się na lekcjach, na których i tak mało robimy. 
MOTYWACJA

MOTYWACJA

Witam was, w piękne poniedziałkowe popołudnie, świeci słońce, ptaszki śpiewają, a ja do piętnastej leżę w łóżku i przypominam sobie jak to w nocy walnęłam czołem prosto w ścianę, wydając z siebie dźwięk bliżej nieokreślony, przypominający dźwięk godowy strusi :) Znacie to cudowne uczucie, gdy w poniedziałkowe rano nic nie dzwoni Wam nad uchem w celu bezdusznego obudzenia z pięknego snu? Dwa tygodnie wolnego, w końcu zajmę się sobą, zadbam o to, na co w tygodniu nie mam czasu.
Od razu wspominam, że wszystko co tutaj napisałam jest tylko i wyłącznie moją opinią, wy możecie mieć swoje zdanie, ale to nie znaczy, że ja również nie mam racji, zapraszam do komentowania i proszę przede wszystkim o kulturę :) 
Miłym, śmiesznym, a przede wszystkim pozytywnym akcentem chciałam zacząć pisać, ale przemyślenia, które chcę wam przekazać są nieco inne. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tym, dlaczego człowiek, drugiemu człowiekowi zadaje ból, cierpienie, dlaczego w nas - ludziach - jest tyle zawiści i gniewu. 
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w których zmuszona bym była do jakiegoś czynu, który by sprawił przykrość drugiej osobie.To wszystko rozbija się na czynniki pierwsze, bowiem można świadomie oraz nie świadomie kogoś skrzywdzić i zawsze są jakieś konsekwencje. Jesteśmy tylko (aż) ludźmi, popełniamy błędy, czy to małe, czy to duże, ale zawsze jakieś się pojawiają w naszym życiu. I jest również kwestia wyborów, nieważne czy wybierzemy złą opcję, lub dobrą, będzie za tym stał szereg kolejnych decyzji, kolejnych sytuacji, w których będziemy zakłopotani. W życiu trzeba wybierać pomiędzy "dobrem i złem", ale kto powiedział, że przysłowiowe "zło" jest naprawdę złe, a za "dobrem" stoją zawsze same korzyści? Naszych wyborów nie można wrzucać do jednego worka, bo są również takie kwestie, w których można powiedzieć " o, to jest dobre, ale z drugiej strony... " , a jaka ta 'druga strona' będzie to zależy tylko i wyłącznie od nas.
Czym kierują się osoby, które poza szkołą udają najlepszych przyjaciół, a w szkole pogrążyliby nas na wieczne jedynki z materiałów, których nie umiecie sobie przyswoić.. zero pomocy, chamstwo i złość na każdym kroku. Czy to jest kwestia wychowania? Czy istnego debilizmu, który siedzi w ich ciałach i czeka tylko, by kogoś zepchnąć na sam dół?
Pomówmy o zazdrości. Wiadomo, że nie na darmo jest to jeden z grzechów głównych. Może być zła, ale również może być dobra. Gdy zazdrościmy komuś, że na przykład ten ktoś jest bogatszy i ma więcej rzeczy materialnych, niż my to dążymy do tego, by mu dorównać/być lepszym. Na zasadzie zdrowej konkurencji oraz realizacji własnych aspiracji. "DRESS LIKE YOU'RE GOING TO MEET YOUR WORST ENEMY TODAY" Jeżeli jest to chorobliwa zazdrość, o kogoś, o coś, o cokolwiek, może to doprowadzić do agresji i mnóstwa konsekwencji z tym związanych. Bo tak naprawdę nie można nikogo kontrolować, nie można kierować życiem innych. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zazdrości mojego życia, a ja odpowiedziałam, że tak naprawdę to nie ma czego, do wszystkiego możesz dojść w ten sam lub inny sposób. Przypomniałam sobie jak ktoś kogo szanuję powiedział:"Stop sayin y'all jealous of my life and just do something with yours! "
Jeżeli ktoś ma marzenia, a nie wierzę, by ktoś ich nie miał... to w waszych rękach jest życie, którego pragniecie. Często takie postanowienia wyrabiają własne zdanie, które będzie poważnym fundamentem naszego charakteru. 
Czy ktoś się również zastanawiał nad tym jak bardzo poważna konsekwencje mogą spotykać osoby, które nie potrafią sobie poradzić z bólem psychicznym? Ludzie mają różne problemy, jak pisałam wyżej - mniejsze, większe - osoba, która boryka się z takimi problemami ( jest wykorzystywana przez rówieśników, zastraszana, gnębiona, nie zna własnej wartości, ani tego co chce osiągnąć w życiu, jest często niezdecydowana, nieśmiała i musi się odizolować od wszystkiego co ją otacza, często płacze ) może doprowadzić do załamania psychicznego oraz coraz częściej! do samobójstwa.
Chciałabym by każdy człowiek się zastanowił nad konsekwencjami czynów, które podejmuje. Może to być pierwszy krok do lepszego życia, każdy ma uczucia. Każdy odczuwa emocje na swój sposób. Więc szerzmy empatię w tym chorym, złym do bólu społeczeństwie, które funduje nam kupę nerwów, stres i powątpiewa w naszą wiarę w nasze możliwości. Tyle na dziś ode mnie. Buziaki ;*

                                                                                                  http://ask.fm/vertana 





MARZENIA | BACK TO 2010

MARZENIA | BACK TO 2010


Cześć kochani. Miałam zastój w pisaniu, ponieważ brak weny i chęci do wszystkiego nasilał się z każdym kolejnym dniem, ale myślę, że już się sytuacja stabilizuje, więc trzeba wziąć się w garść i znów biec do przodu.
Jakby ktokolwiek pięć lat temu powiedziałby mi gdzie się będę teraz znajdowała, jakie decyzje bym musiała podjąć, którą drogę wybrać, bym była szczęśliwa, powiedziałabym, że oszalał i postradał zmysły, to nie wiarygodne jak czas ucieka, a w tym wszystkim jesteśmy my nie wiedząc co czeka nas za rogiem. Staramy się wszystko zrobić jak najlepiej i w ten sposób nie dostrzegamy ważnych rzeczy, które, w gruncie rzeczy zawsze były sponiewierane na drugi plan. 
Kto by pomyślał, że wyląduje z czerwonymi włosami, że planuję trzymiesięczne praktyki w Grecji, kto by pomyślał, że odwiedzę Szwecję, że popłynę promem, że zobaczę fale sięgające siedmiu metrów, że poznam Szwedów nieco z innej strony, niż z filmów, że spędzę miesiąc pracując po siedemnaście godzin dziennie, że będę mieszkała na własną rękę na przepięknych mazurach, że mój widok z okna, będzie przypominał małe morze w postaci jeziora Śniardwy, że uodpornię się na ból, który sukcesywnie ludzie starali się we mnie wszczepić, że spotkam na swojej drodze tylu ludzi, z którymi do dzisiaj nie utrzymuję kontaktu, że że zmienią mi się priorytety, że tak bardzo będę chciała podróżować, kto by pomyślał, że moim celem w życiu będą Stany, kto dał mi tyle odwagi, że jedyny strach jaki czuję to ten, że jak ktoś mnie uszczypnie, to się obudzę? To chyba sen. Jak w wieku osiemnastu lat mogę mieć uporządkowane życie według siebie? Trzęsę się na samą myśl o lataniu samolotem, o pakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy w dwie walizki, które będą zwiedzały razem ze mną pół świata.. to szaleństwo, szaleństwo w czystej postaci, to jakby ktoś zesłał mi anioła, który przejmuje cały strach  ode mnie na siebie. Zapytacie się bowiem co ja czuje? Fascynacje, podniecenie i szczęście, które jest tak ogromne jak stąd do San Francisco, to jak uskrzydlenie, to jak cudowna melodia wydobywająca się z mojego wnętrza. Czuję, że coś robię ze swoim życiem, czuje, że jestem na właściwym miejscu, to wszystko ze sobą współgra, a ja gdy o tym myślę, dalej nie potrafię uwierzyć, że to dzieje się naprawdę!
Chce się denerwować, gdy ulubiona para butów nie zmieści mi się do walizki, chce doświadczyć na własnej skórze co to znaczy latanie samolotem, chcę żeby każda podróż kształtowała mój charakter, chcę się znaleźć tysiące kilometrów od tego miejsca, w którym właśnie jestem
.
Byłam dzisiaj na spotkaniu z przesympatyczną panią z biura podróży, do tygodnia mam wysłać odpowiednie dokumenty wraz z CV i zdjęciem - standard. Rozdała ulotki, wizytówki, powiedziała szczegółowo co i jak i przeprowadziła któtkie interviev. Fajnie! Gdyby nie to, że trochę mnie trema zżarła, to nie czułam się źle mówiąc w języku angielskim. Wiem, że w Grecji będzie to na porządku dziennym i nie boje się tego, nie czuję, że mnie to przerośnie, bo jestem twarda babka, jak to mówią -  jak nie drzwiami to oknem, a i tak dam sobie ze wszystkim radę. 

Dziękuję sama sobie za poświęcenie, które musiałam przejść i za wytrwałość, której uczę się dzień po dniu. 


życie zaczyna się wtedy, kiedy Ty tego zapragniesz. 


back to 2010



snapchat : samcix - można dodawać 
refleksje na temat planów na 2015

refleksje na temat planów na 2015

Szczerze powiedziawszy to nie wiem dlaczego, ale zawsze gdy idę spać moja głowa, aż huczy od pomysłów. I z tego też tytułu właśnie o godzinie 1 w nocy ten post powstaje. 
Nie mam w zwyczaju honorować minionego roku zdjęciami, dlatego powiem Wam tylko, że był przepełniony pozytywnymi emocjami, oczywiście, zdarzały się wzloty i upadki, tysiące przepłakanych nocy, zdarzyły się nawet łzy szczęścia, nie zabrakło tysiąca rozczarowań ani miliona przepracowanych godzin, by w końcu się jakoś usamodzielnić. I z pełną świadomością stwierdzam, że ten rok był moim najlepszym rokiem od niepamiętnych czasów. Gdzieś tam pomiędzy bólem,a radością znajduje się tęsknota, która jak choroba na R, nie potrafi znaleźć swojego ujścia i żyję w tej tęsknocie już dobre kilka miesięcy, co zrobisz? Nic nie zrobisz. Nie skreślam 2015, ponieważ ten rok będzie owocował w intensywniejsze momenty, na pewno trudniejsze decyzje. Wiadomo nie od dziś, że z nowym rokiem brniemy przez kolejne problemy, kolejne lata, różne dziwne sytuacje, dzięki którym stoimy w tym miejscu, w którym się obecnie znajdujemy, czasem nie patrząc na konsekwencje, bo jesteśmy ludźmi, my je po prostu popełniamy i nie ma na to złotego środka. 
I może w tym poście nic mądrego nie napiszę, to jednak muszę wspomnieć o tym, że od pewnego czasu mam tak jakby blokadę. Chcę coś do Was napisać, ale nie potrafię dobrać odpowiednich słów i tak już od kilku tygodni kumuluję w sobie miliard uczuć, które z każdą chwilą mogą wybuchnąć jak wulkan, dlatego się kontroluję i czekam na TEN moment, kiedy ze mnie wszystko ujdzie i będę czuła się jak nowo narodzona z nowymi pomysłami. Na tą chwilę moim jedynym marzeniem jest skończyć tą cholerną szkołę, która doprowadza mnie wprost do szewskiej pasji, kiedy muszę rano wstawać o wczesnych porach, kiedy wchodzę do autobusu i widzę na twarzach ludzi mnie otaczających istny smutek, jakbym co najmniej pozabijała ich koty siekierą z POSTAL'a 2, później muszę przez około siedem godzin oglądać osoby, które tak naprawdę nic do mojego życia nie wnoszą, najchętniej schowałabym się przed całym światem pod ulubioną kołdrą w fioletowo - białe kwiatki, oczywiście z dobrą książką ( no dobra, książkami, bo nie wiem ile ten bunkier potrwa, a jedną książkę połykam w trybie ekspresowym example: the fault in our stars - przeczytana w niecały dzień + film of kors, dlatego też pomimo iż na początku nie podchodziła mi ta książka i ekranizacja, tym razem było inaczej o 180 stopni, płakałam jak głupia, ale tylko dlatego, że w tym filmie/książce były pokazane momenty z mojego życia, które się posypały wraz ze wszystkimi emocjami, które temu towarzyszyły - boli mnie to do teraz ). Ale niestety tak to nie działa. Problemy trzeba zwalczać, a nie zamiatać pod dywan. I może tutaj leży pies pogrzebany?  Każdy ma problemy, sztuką jest umiejętnie je rozbijać na czynniki pierwsze i niszczyć jeden po drugim, tak, by żaden ślad nie został. No i właśnie mam taki jeden problem, a w zasadzie nie mogę nazwać tego problemem, człowiek to nie problem, ale zachowanie, które wynika z braku szczerej rozmowy mnie przygnębia i sprawia, że mój mózg kręci się na najwyższych obrotach i nie wiem sama co mam myśleć, bo stoję tak naprawdę pomiędzy młotem a kowadłem i cokolwiek bym wybrała - zranię siebie, a to najgorsze co mogłabym zrobić.
I może w tym poście jest za dużo " i ", może za bardzo dzielę się z wami moim życiem prywatnym to i tak cieszę się, że jest miejsce gdzie część moich emocji, uczuć może odlecieć. Dziękuję, że jesteście ze mną, dziękuję, że mogę być z wami, bo to tylko Wy trzymacie mnie w nałogowym pisaniu moich wprost literackich postów niczym William Shakespeare i jeżeli pozwolicie to przytoczę jego cytat a mianowicie:

To pewnie wina księżyca; zanadto
Przybliżył się do ziemi, a to wpędza
Ludzi w szaleństwo.

A może i dodam kilka zdjęć z minionego roku, kobieta zmienną jest.. nie są to wszystkie zdjęcia, które chciałam dodać, ale niech będą.
ps. mam dość tego mojego laptopa, dzikus jeden. 


No i oczywiście czymże byłby post bez stopki na końcu? Zapraszam Was na moje inne portale społecznościowe/aplikacje etc. Przesyłam buziaki z zimnego śląska, na którym jeszcze przez półtora roku moja prawa noga będzie codziennie rano pierwsza dotykać pięknych paneli. 

snapchat : samcix - można dodawać